Niespodziewane cieszą najbardziej
<img title="Chdzik w czasie rundy honorowej /fot. Adam
Nurkiewicz"
src="http://zpierwszejpilki.blox.pl/resource/chudzik.jpg"
alt="Chdzik w czasie rundy honorowej /fot. Adam Nurkiewicz"
width="525" height="369" />Muszę posypać głowę
popiołem. W najśmielszych snach nie spodziewałem się widzieć Polki na
podium w siedmioboju. Nawet przygotowując skarb kibica chodziarzy i
siedmioboistki zostawiłem sobie na koniec ostatecznie nie wyrabiając się z
napisaniem o nich choćby zdania. Drugi raz tego samego błędu już nie
popełnię, bo Chudzik wczoraj przebojem zyskała status gwiazdy polskiego
sportu. Brąz Chudzik w galerii medali polskich lekkoatletów ostatnich lat
zawiśnie obok złota Skolimowskiej z Sydney, brązu Czapiewskiego z Edmonton
czy medalu czterystumetrowców z Osaki. Wszystkie te wspomniane sukcesy były
równie niespodziewane co wczorajszy wyczyn Chudzik. Nie wiem czy czytelnicy
bloga mają podobne zdanie co ja, ale te najmniej spodziewane krążki
cieszą dwa razy bardziej niż te, których zdobycie jest tylko
formalnością. Mając takiego trenera jakim jest Sławomir Nowak możemy
oczekiwać, że nie było to ostatnie słowo Chudzik. Ważne, żeby Polce
dopisywało zdrowie, bo to siedmioboistów raczej nie rozpieszcza. Wie o tym
dużo nasz halowy mistrz świata i Europy Sebastian Chmara, któremu w
wywalczeniu większej ilości tytułów przeszkadzały ciężkie i
przewlekłe urazy.Na koniec mała refleksja... To co w ciągu długiej
kariery nigdy nie udało się Urszuli Włodarczyk już w swoim trzecim dużym
starcie osiągnęła Chudzik. Swoją drogą gdyby Włodarczyk startowała w
Berlinie i osiągnęła wyniki takie jak w 1997 roku w Atenach czy w 2000
roku w Sydney to wywalczyłaby upragniony medal światowej imprezy. Sport nie
zawsze jest sprawiedliwy.
Niespodziewane cieszą najbardziej