Kenijczyka kupię
<img title="Yusuf Saad Kamel."
src="http://zpierwszejpilki.blox.pl/resource/kamel.jpg"
alt="Yusuf Saad Kamel." width="524"
height="349" />
Pierwszy złoty medal dla Bahrajnu na tegorocznych lekkoatletycznych
mistrzostwach świata zdobył w biegu na 1500 metrów Yusuf Saad Kamel.
Kiedyś nazywał się Gregory Konchellah i był Kenijczykiem.W reprezentacji
Bahrajnu Kamel nie czuje się samotny, bowiem jego nowa ojczyzna importuje
sportowców hurtem. Do berlińskich mistrzostw zgłoszono łącznie aż
sześciu biegaczy transferowanych w Kenii i dwie biegaczki rodem z Etiopii.
Byłby jeszcze Marokańczyk Rashid Ramzi, ale on akurat wpadł na stosowaniu
dopingu. W całym tym towarzystwie jest tylko dwoje zawodników urodzonych w
Bahrajnie - sprinterka Rakia Al-Gassra i trójskoczek Mohamed Yusuf Salman.
W Bahrajnie nie wymyślono niczego nowego, lecz skopiowano sprawdzone wzorce
z okolicy. Szlak przecierał Katar. Wcześniej, owszem, państwa z różnych
powodów nadawały sportowcom swoje obywatelstwa, ale nigdy nie prowadzono
ordynarnego handlu paszportami na tak szeroko zakrojoną skalę. Pierwsze
efekty przyszły w 2003 roku: złoty medal na mistrzostwach świata w Paryżu
pod katarską flagą zdobył Saif Saaeed Shaheen, który wcześniej biegał
dla Kenii jako Stephen Cherono. Medal - jak głoszą plotki - kosztował
szejków milion dolarów, czyli tyle, ile pewnie wydają na waciki.
Rozochoceni medalem Shaheena szejkowie poszli za ciosem i zarzucili sieci
także na innych łowiskach. Polowali także na naszą rybę, ale na Bartoszu
Kizierowskim petrodolary nie zrobiły wrażenia i ofertę odrzucił. Podobnie
było z innym pływakiem - Chorwatem Duje Draganją. Bardziej zainteresowani
reprezentowaniem Kataru, a może raczej zaksięgowaniem sporej kwoty na
koncie, byli brazylijscy piłkarze kopiący wówczas piłkę w Bundeslidze -
Ailton, Leandro i Dede, ale całą operację zablokowała FIFA. Musiano się
więc zadowolić mniej spektakularnym zaciągiem i stopniowym wzmacnianiem
drużyny lekkoatletycznej - w barwach Kataru biegają już Kenijczycy,
Etiopczyk, Nigeryjczyk...
Na naszych oczach sport staje się gałęzią przemysłu wytwórczego, w
którym wiele państw może pochwalić się narodowymi produktami. Cały
świat importuje już tenisistów stołowych z Chin, kenijskich biegaczy,
piłkarzy z Brazylii i koszykarzy ze Stanów Zjednoczonych. Sami też coś o
tym wiemy: Chinki Li Qian i Xu Jie grają dla Polski w pingponga,
Brazylijczyk Roger - w piłkę nożną, a drużynę narodową koszykarzy
wzmocnił niedawno Amerykanin David Logan. W przypadku tego ostatniego
mieliśmy do czynienia nawet ze specyficznym medialnym castingiem, podczas
którego szczegółowo analizowano wady i zalety kolejnych kandydatów do
naturalizacji.
Dla sportu kupiecka działalność szejków to na razie dziwactwo i zagrania
nie mające wiele wspólnego z duchem sportu, ale niewykluczone, że też
przedsmak tego, co w skutek globalizacji, zmian społecznych i
upowszechnienia się transferów na szczeblu międzypaństwowym, może stać
się za kilkadziesiąt lat. Kto wie, czy wówczas nie straci sensu
rozgrywanie mistrzostw świata w obecnym ich kształcie? Zresztą już dziś
lekkoatletyka w rozumieniu Bahrajnu i Kataru bardziej przypomina rywalizację
klubową niż międzynarodową. Bo czym różni się kupno Cristiano Ronaldo
i Kaki przez Real Madryt, od kupna Saif Saaeeda Shaheena przez Katar? Tylko
ceną. Mechanizm jest ten sam.
Kenijczyka kupię