Chód niesportowy
<img title="Chód."
src="http://zpierwszejpilki.blox.pl/resource/chod.jpg"
alt="Chód." />
W Polsce zainteresowanie chodem sportowym zawsze sprowadzało się do
zainteresowania medalami Roberta Korzeniowskiego. Sukces i blask
olimpijskiego złota przyciągają tłumy i rozbudzają wyobraźnię mas
nawet jeżeli dotyczą sportowych dziwactw. Chód niewątpliwie do tej
kategorii należy. Żeby się o tym przekonać nie trzeba wiele - wystarczy
zerknąć chłodnym, nieobciążonym medalowymi szansami, okiem na
rywalizację poskręcanych i zabawnie kręcących kuprami zawodników. Pal
licho, że widok jest pokraczny, a konkurencją kompletnie nieatrakcyjną
nawet dla zaawansowanego zjadacza sportu. Śladowy poziom emocji i monotonię
można jeszcze wybaczyć, ale trudno zaakceptować jego jaskrawą
nienaturalność. Chód w swojej istocie jest wręcz zaprzeczeniem ducha
sportu - ograniczeniem nie są tylko możliwości organizmu, ale również
regulamin zakazujący czynić z nich pełnego użytku i straszący
dyskwalifikacją za próbę biegania.
Poważnym problemem jest też niepokojąco duża rola strażników tego
regulaminu. Nie ma innej lekkoatletycznej konkurencji, która byłaby tak
bardzo narażona na wpływ sędziów i ich błędów lub - nie bójmy się
słów - złej woli.Wyobraźmy sobie teraz przez moment, że sprinterzy mogą
biegać tylko na jednej nodze i do tego tyłem, a porozstawiani wzdłuż
trasy sędziowie obserwują, czy odbicie i lądowanie są wykonane
prawidłowo. Absurd? Oczywiście, ale z głupotą podobnego sortu -
pamiętajmy o skali - mamy do czynienia w chodzie.To nie jest atak na
zawodników. Robert Korzeniowski jest wielkim sportowcem i takim już na
zawsze pozostanie. Podobnie wielu innych, którzy harują, cierpią i marzą.
To atak i krytyka konkurencji - tak bardzo nieprzystającej do
lekkoatletycznego i sportowego świata, trwającej w programie kolejnych
igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy chyba tylko dzięki
tradycjonalizmowi IAAF.
Chód niesportowy