Długi marsz - Sławomir Rawicz
<img
src="http://brulionbeel.blox.pl/resource/Dlugimarsz_SlawomirRawiczimages
_product2397883900094381.jpg" alt="" width="181"
height="280" />
Książka, po raz pierwszy wydana w 1956 roku, w wersji angielskiej,
zdobyła światowy rozgłos i uznanie, a także stała się natchnieniem dla
tych, którzy badają – przeważnie na własnej skórze – granice
wytrzymałości organizmu ludzkiego, konfrontowanego ze skrajnymi warunkami
natury. Korzystając w tym czasie z „uroków” najpiękniejszego z
ustrojów, czytelnicy w Polsce siłą rzeczy nie mogli poznać, że w Kraju
Rad są, czy były w ogóle gułagi – do których zazwyczaj formalnie
trafiało się na ćwierćwiecze, de facto na zawsze, i z których to ktoś
chciał w ogromnej desperacji uciekać . Możemy tylko spróbować sobie
wyobrazić , że pragnienie wolności oraz nieznośne wręcz warunki
panujące na nieludzkiej ziemi, pchały ludzi do podjęcia takiego kroku:
marszu przez 6,5 tys. kilometrów, od Syberii, przez pustynię Gobi, Tybet i
Himalaje, do upragnionego celu, czyli Indii.
Losy Rawicza, polskiego oficera kawalerii w kampanii wrześniowej, były
podobne do setek tysięcy żołnierzy i cywilów, którzy trafili, znajdując
się pod sowiecką okupacją, do więzień. Sfingowane procesy, najczęściej
z zarzutem szpiegostwa i działań na szkodę państwa sowieckiego,
kończyły się jeśli nie wyrokami śmierci, to w najlepszym wypadku
gułagiem. Tortury w więzieniu w Charkowie i moskiewskiej Łubiance,
następnie droga na Sybir do obozu nr 303 koło Jakucka pod Kołem
Podbiegunowym. W ucieczce, którą wspiera także żona … komendanta
obozu, bierze udział w końcu siedem osób, i są tam: trzech Polaków,
Amerykanin, Łotysz, Litwin i Jugosłowianin. Jedyne wyposażenie to nóż
i siekiera, skromny prowiant, nienajlepszy ubiór. Czy jesteśmy sobie w
stanie dziś wyobrazić co w ogóle znaczy pokonać taką koszmarną połać
obszaru. I to w tak skrajnych warunkach, bez mapy, bez choćby ogólnej
znajomości terenu, bez kompasu, obserwując tylko słońce i drzewa (mech od
północnej strony) i idąc przez tajgę, tundrę, przez pustynię,
wspinając się po szczytach Himalajów (bez sprzętu i przygotowania),
chodząc po stepach Mongolii, brodząc przez rzeki o kilometrowym nurcie,
pływając w ciężkich rzeczach, susząc się na kilkudziesięciostopniowym
mrozie, nie jedząc i nie pijąc NIC przez tydzień, a jak jeść to np.
węże. Nie znając przy tym lokalnych języków i w ciągłym stresie o to,
by przeżyć i nie dać się złapać. Z kart książki przebija się ten
ogromny wysiłek śmiałków poparty szaleńczą wręcz determinacją.
Jak to możliwe, że czterem osobom udało się z tego, ponad rok
trwającego marszu, wyjść zwycięsko. Choć czasami wydaje się
czytelnikowi, że tak niewiele brakowało, aby przeżyło ich więcej. Czy
naprawdę nie mieli świadomości, co to znaczy przejść przez pustynię bez
żadnego zapasu wody (nie mieli naczynia, aby wodę zgromadzić), nie
wiedząc, czy pójdą tak przez dwa dni, tydzień, dwa tygodnie (szli
miesiąc!). Pustynia pochłonęła dwie osoby. Himalaje kolejną, bo wspinali
się bez lin, raków, haków, w skórzanych sandałach, nie wiedząc gdzie
wchodzą, a potem gdzie wyjdą. Jedno wiedzieli: muszą iść do przodu,
cały czas iść, w mrozie nie zasypiać (bo się już nie obudzisz),
organizm nastawić na ciągły wysiłek, bez dłuższego odpoczynku. I tak
przez rok. Kiedy zatem można było u celu się rozluźnić, kiedy dostali
opiekę, ubrania, witaminy, jedzenie, lekarstwa, zostali odwszeni, leżąc w
łóżkach, wtedy ta czwórka znalazła się na skraju śmierci. Bohater na
miesiąc stracił przytomność, niektórzy bliscy choroby umysłowej,
dręczeni napadami koszmarów. Jak to możliwe, przecież przez ten rok
codziennego nadludzkiego wysiłku nawet poważnie nie zachorowali. Bo ich
organizmy były nastawione na walkę, a kiedy ona się skończyła, wyszło
na jaw wszystko to, co przez rok się w nim odkładało.
Opowieść Rawicza niebotycznie, w świadomości czytelnika, przesuwa
granicę ludzkiej wytrzymałości. Pokazuje jak wiele potrafi wytrzymać
ludzki organizm, ile przeciwności znieść, i do jakich warunków się
dostosować. Książka przedstawia także bezkres i potęgę przestrzeni
byłego już sowieckiego imperium, Mongolii, Tybetu, Indii. Widzimy w
końcu ludzi, którzy uciekinierom pomagają, dzielą się tym, co mieli, a
zazwyczaj było tego niewiele. Piękno ludzkiej solidarności, współczucia
i życzliwości.
Czy jest to historia prawdziwa, czy rzeczywiście Rawicz odbył ten marsz,
czy może – jak wskazują komentarze z niedawnych lat – zapożyczył ją
od kogoś innego? Dziwi, że ta czwórka nigdy się nie spotkała, że nikt
tych wydarzeń nie potwierdził, nawet książki sam nie napisał, tylko
opowiedział, z niemałym oporem. Przyzwyczajeni jednak do relacji z
ekstremalnych wypraw Wojciechowskiej, Pałkiewicza czy Cejrowskiego,
którzy szybko piszą i jeszcze szybciej komercyjnie wykorzystują, nie
zapominajmy, że marsz bohaterów był podyktowany dramatem ludzkich losów,
tęsknotą za wolnością, a nie chęcią znalezienia się kolorowej
okładce. Ta książka skazana jest na autentyczność. Nie można jej nie
przeczytać.
(Recenzję napisał M:)
Jego ocena 6/6
Wydawnictwo Gord
Długi marsz - Sławomir Rawicz