Prokom nie zwalnia
Asseco Prokom Gdynia - Żalgiris Kowno 89:65 . To czwarta wygrana gdynian w
sześciu ostatnich meczach Euroligi. Mistrzowie Polski są na pierwszym
miejscu w grupie G fazy Top 16.<img alt=""
src="http://ceglinski.blox.pl/resource/zalgir.jpg"
border="0" /> Tym prowadzeniem w grupie po 1. kolejce nie
należy się oczywiście ekscytować, bo Prokom na dzień dobry dostał
najsłabszego rywala na własnym parkiecie. Trzeba się jednak cieszyć z
tego, że drużyna Tomasa Pacesasa wyciągnęła wnioski z porażki u siebie
z EWE Baskets Oldenburg na inaugurację pierwszej fazy rozgrywek. Trzeba się
także radować z tego, jak grał Prokom. Gdynianie byli waleczni pod
tablicami (12 zbiórek Adama Hrycaniuka), bardzo skuteczni z dystansu (12/20
za trzy), dzielili się piłką (21 asyst) i do końca walczyli o jak
najwyższą wygraną. W czwartej kwarcie można było mieć nawet nadzieję
na pobicie klubowego rekordu w Eurolidze - 91:62 ze SLUC Nancy w poprzednim
sezonie. Skończyło się na 24 punktach przewagi i to druga najwyższa
wygrana Prokomu w Eurolidze - rok temu sopocianie zwyciężyli na wyjeździe
Armani Jeans Mediolan 96:72. Przynajmniej 20 punktami gromili rywali jeszcze
dwukrotnie - w sezonie 2005/06 zwyciężyli w Mediolanie 92:71, a rok
później pogonili u siebie gości z Bolonii 79:59. Prokom walczy o
historyczny awans do ćwierćfinału i oby nie zwalniał. Wyzwanie jest
przecież bardzo trudne.
Prokom nie zwalnia