Parszywa czternastka
Przekopuję się przez śniegi zachodniopomorskie, które najwyraźniej
roztopiły bezprzewodową łączność z wirtualnym kosmosem, dlatego wpadam
tutaj tylko na półtorej chwili, póki mogę, by rzucić kilka cyferek
związanym z dzisiejszym zwolnieniem z pracy Ciro Ferrary.
Trener Juventusu jeszcze niedawno ogłaszał urbi et orbi, że czuje się
jak Rocky, że nie powalą go żadne ciosy, że odporność na uderzenia
czuje w sobie nieskończoną. Celniej beznadzieję jego sytuacji jednak
podsumował Jose Mourinho, który w geście rzadkiej u niego solidarności z
wrogami po fachu przypomniał, że na ławkach Serie A nie siedzi już prawie
nikt, kogo napotkał, gdy półtora roku temu przyleciał do Włoch. I
ocenił, że dla trenera przetrwać sezon w tych rozgrywkach to dokonać
wyczynu heroicznego.
Co sądzę o chaosie na turyńskich szczytach, pisałem już na blogu
kilkakrotnie (podlinkuję potem, teraz w internecie utrzymam się na
okamgnienie i ani nanosekundy dłużej). Zapowiadane cyferki dotyczą spraw
ogólniejszych. Otóż w angielskiej Premier League posadę oddało w tym
sezonie trzech trenerów. W hiszpańskiej Primera Division - czterech. We
włoskiej Serie A.... Nie, nie pięciu, nawet nie dziesięciu. Włosi
wyrzucili już na zbity pysk 14 (słownie: czternastu) szkoleniowców,
przebijając nawet nienajwyższe przecież standardy naszej tzw. Ekstraklasy.
(Z pamięci młócę, ewentualne błędziki skoryguję wieczorem).
To paradoks, że kraina eksportująca w świat najwybitniejsze trenerskie
mózgi jednocześnie ma dla trenerów tak niewiele szacunku. I nie rozumie
prostej zasady, iż zbyt częste trenerów zmiany świadczą przede wszystkim
o krzyczącej niekompetencji zmieniających (czy Juventusowi na pewno
opłacało się zwalniać Ranieriego?). Wzięty dziś (na tymczasowego)
Alberto Zaccheroni nie pracuje w zawodzie od lat, ostatnio musiał być
skrajnie zdesperowany w próbach powrotu, skoro zabiegał o posadę
selekcjonera kadry Polski. Życzyć mu powodzenia? Zabrzmiałoby chyba
zjadliwie.
Parszywa czternastka