Zbrodnia Togo ukarana
Piłkarze Togo nie wystąpią w dwóch najbliższych edycjach Pucharu
Narodów Afryki. Za karę. Zgrzeszyli poważnie, można rzec - śmiertelnie.
Sami pamiętacie: dali się ostrzelać w trakcie podróży na tegoroczny
turniej, widzieli śmierć trzech osób (inne zostały ciężko ranne),
zszokowani wycofali się - także pod wpływem perswazji władz państwowych
- z rywalizacji. I to właśnie ingerencją polityków uzasadnia nałożenie
sankcji Afrykańska Konfederacja Piłkarska (CAF). Niezależność wszelkich
futbolowych biurokratów to wszak, jak powszechnie wiadomo, świętość nad
świętościami. Nic dziwnego, że piątkowy kongres CAF jednogłośnie
uznano za owocny .
Nie będę się tutaj spektakularnie oburzał, łajdactwo jest zbyt
ewidentnie obrzydliwe, równie doniośle wybrzmiałoby tłumaczenie, że nie
uchodzi przychodzić na pogrzeb schlanym i wymiotować na żałobników.
Właśnie dlatego nigdy nie angażuję się w tak modne pisanie listów
manifestów do FIFA, w których lud błaga o zezwolenie na uzdrawianie naszej
piłki radykalnymi metodami. To pomysły straceńcze, urzędasy z
piłkarskich szczytów tworzą kastę bezwzględnych cyników kierujących
się jednym kryterium: własnym interesem. Inni - ileż znamy wyjątków? -
prawdopodobnie odpadają na niższych szczeblach jako niewystarczająco
zdegenerowani.
Bossowie CAF najpierw do ostatniej chwili naciskali na drużynę Togo. Ależ
zagrajcie, wybierzcie przyszłość, skoro wczoraj widzieliście śmierć
trenera, to przynajmniej jutro pocieszycie się golem, życie trwa nadal,
przedstawienie też, niech zwycięży sport. Wtedy działacze reagowali pod
wpływem chwili, teraz podjęli decyzję po refleksji. Myślicie, że
konsultowali ją z Seppem Blatterem, który uświetnił ich kongres?
Myślicie, że szef FIFA spurpurowiał ze zgorszenia? Myślicie, że zostaną
ukarani - OK, nie znęcajmy się, niech zostaną tylko upomnieni -
działacze, którzy wymyślili, by część turnieju rozgrywać w regionie
ogarniętym wojną domową?
Zbrodnia Togo ukarana