Jeszcze o Tybecie (8): Konflikt.
O co właściwie chodzi w politycznym sporze pomiędzy tybetańską
emigracją a Chińczykami?
Thomas Laird przytacza w dialogu z Dalajlamą szereg argumentów
historycznych na niekorzyść Chin. Znakomita większość historyków jest
bowiem zdania, że Chiny nie sprawowały w średniowieczu zwierzchnictwa nad
Tybetem, na które tak chętnie się powołują uzasadniając odzyskanie
Tybetu pół wieku temu. Dzieje Azji są o wiele bardziej skomplikowane.
Granice zmieniały się tak często, jak powstawały nowe potęgi w tamtym
regionie świata i jak upadały stare królestwa. Tybet znajdował się pod
dominacją mongolską przez dość duży czas, ale była to relacja kapłan
– patron niespotykana w dzisiejszym prawie międzynarodowym i przypominała
bardziej federację. Opierała się na pokojowym współistnieniu. Potem
mandżurskie plemiona podporządkowały sobie Mongołów oraz Chińczyków
– lud Han i jako dynastia mandżurska rządziły Chinami do 1911, kiedy
powstała Republika Chińska. W okresie rządów Mandżurów Tybet, w
przeciwieństwie do Mongolii, nie płacił im trybutu, a wojska mandżurskie
były zbyt słabe, by skutecznie zainterweniować na Dachu Świata. Co
więcej, naród Han, na fundamencie którego nacjonaliści Sun Jat Sena
zbudowali nowoczesne państwo chińskie obaliwszy Mandżurów (uważanych za
najeźdzców i okupantów), przez lata był w rzeczywistości podbity przez
Mandżurów i podległy im dalece bardziej, niż Tybet.
Jednak doktryna chińska na tej podstawie podnosi swe prawa do Tybetu.
Z drugiej strony, Patrick French podaje, iż żądania Tybetańczyków są
niepoparte realiami historycznymi. Wyzwolenie obszaru większego niż tereny
zamieszkane przez etnicznych Tybetańczyków to chęć powrotu do granic
mocarstwowych Tybetu z IX wieku, a nawet więcej. Laird milczy na ten temat
wspominając jedynie, iż Chińczycy uważają stanowisko Tybetańczyków za
„lwie aspiracje”.
Obszar ten to około jedna trzecia ChRL. Żaden kraj nigdy nie zgodzi się na
oddanie takiej części swojego terytorium. Nawet sama Autonomia Tybetańska
ma tak wielkie znaczenie strategiczne, o czym już wspominaliśmy, iż racja
stanu Chin nie pozwoli im na żadne ustępstwa nie tylko dlatego, że
aspirują do bycia globalnym mocarstwem, ale po to, by utrzymać swą
pozycję w Azji. Kolokwialnie mówiąc, bez Tybetu Chiny spadłyby do drugiej
ligi.
Rzecz jasna, argumenty moralne są po stronie Tybetańczyków. Chińczycy
najechali kraj, który w świetle prawa był niepodległy (de facto bywało z
tym różnie) i dopuścili się wielu okrucieństw. Na temat skali ofiar po
stronie tybetańskiej Laird nie zgadza się z Frenchem, który uważa, iż
ich liczbę wyolbrzymiono i to znacznie. Tą kwestię pominiemy, gdyż
licytowanie się na doznane cierpienia nie przyczyni się do rozwiązania
konfliku politycznego. Do tego potrzeba rozsądku – nie emocji.
Spustoszenia Tybetu przez komunistów nikt nie neguje, Laird opisuje je
dość szczegółowo. Trzeba zastrzec jednak, że agresywna postawa
Chińczykow w Tybecie zbiegła się ze zbrodniami popełnionymi na własnym
narodzie w Chinach właściwych przez Mao i jego wspólników. Od czasów
Denga Xaopinga władze złagodziły politykę wewnętrzną w Tybecie.
Tutaj ciekawostka: jakże bardzo trzeba uważać czytając krytycznie!
Wspomniany Giełżyński – choć był dziennikarzem z demoludu, to ze
względu na realia geopolityczne był promoskiewski, więc antychiński i
niemal bezkrytycznie protybetański! Laird – reprezentant demokracji
liberalnej – również jest antychiński i niemal bezkrytycznie
protybetański. Ale w punkcie dotyczącym Denga jest między nimi istotna
różnica: Giełżyński wykpił reformy Denga i ich skutek zarówno dla
Chin, jak i dla Tybetu, traktując doniesienia o zwiększeniu produkcji
rolniczej w efekcie reprywatyzacji jak propagandę (choć sam był z kraju,
gdzie taką propagandę stosowano). Laird akceptuje te doniesienia i
podkreśla, że na reformach Denga skorzystał i Tybet.
Kot Mateusz
<img width='1' height='1'
src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5353692742962216003-3
329122481723025185?l=humanistyka20.blogspot.com' alt=''
/><img
src="http://feeds.feedburner.com/~r/Humanistyka2o/~4/dSdtvhBVTyk"
height="1" width="1"/>
Jeszcze o Tybecie (8): Konflikt.