sen o Krówce zagubionej w Tybecie
To nie jest mój. To sen, który "made my day". Opowiedział mi go
z rana eM, śmiałam się przez dobre kilka minut.
A wszystko zaczęło się od tego, że zgubiliśmy Krówkę. Kot się
odnalazł, ale miał do opowiedzenia bardzo ciekawą historię. W drodze
powrotnej do domu odwiedził Tybet, gdzie został nauczony tybetańskiego.
Najważniejsze wyrażenia z tego języka, to: pee, peee, peeee (w każdym z
wyrazów "e" wymawiane jest dłużej lub krócej). Krówka
dodała, że Tybetańczycy trochę śmiali się z jej akcentu, podobnież
mówiła tak jak mówią małe dzieci.
Historia ta nabawiła mnie bólu brzucha ze śmiechu. Teraz jak ją czytam,
to już jest mniej zabawna. Rano to był szczyt absurdu.
sen o Krówce zagubionej w Tybecie