Dlaczego gang Wenty przegrał
Przemawiał selekcjoner piłkarzy ręcznych po porażce w meczu o brąz:
„Na spokojnie przeanalizowaliśmy kilka razy ten mecz [półfinał z
Chorwacją - red]. I znaleźliśmy dziesięć sytuacji, z których tylko
jedną można interpretować na korzyść jednej czy drugiej drużyny.
Pozostałe decyzje były na korzyść Chorwatów”. Przeczytałem i się
lekko wnerwiłem. Czy sędziowie świadomie wspierali rywali, czy zwyczajnie
się mylili, czas przed walką o medal rozsądniej poświęcać na
przygotowania do walki o medal, rozpamiętywać niepowodzenia i/lub
protestować można po turnieju. Raul Lozano i Daniel Castellani - znakomici
dowódcy naszych medalowych siatkarzy - na każdej imprezie zanudzają
frazą, że uczą podwładnych myśleć tylko o następnym meczu. To w
wielkim sporcie elementarz - kto spogląda w przeszłość - także
najbliższą, choćby rozpaczając nad poprzednią akcją - płaci
rozczarowaniem.
Ale z wielkiego sportu znamy również inne prawo - dla wielu przekonanych o
swej mocy atletów, którzy prują po złoto, po półfinałowym
niepowodzeniu mistrzostwa tracą sens. Nie umieją już, nawet jeśli sobie
tego nie uświadamiają, odnaleźć w sobie wystarczającej energii, by
umierać za pomniejsze łupy. Umiem sobie wyobrazić, że właśnie ta
przypadłość obezwładniła dzisiaj naszych ręcznych. Że po fenomenalnym
początku turnieju poczuli nadzwyczajną siłę, po srebrze i brązie
mundiali pożądali już tylko złota, chorwacka klapa kompletnie ich
zniechęciła, zwłaszcza jeśli czuli się obrabowani przez sędziów.
Ocknęli się w przerwie ostatniego meczu, na pościg za Islandią było już
ciut za późno.
Przegrali, turniej zwieńczony trzema porażkami pewnie uważają - tak
najskryciej, w rozmowach z samymi sobą - za klęskę. Ale to i tak drużyna
w naszym sporcie wyjątkowa. Nie zgłaszamy pretensji ani nie drwimy, gdy jej
się nie uda, raczej razem z nią się wściekamy, w tej grze idzie przecież
o sprawy ostateczne - kto komu urwie ramię, kto komu zrobi dziurę we łbie,
kto komu przywali, że zacytuję naszych bohaterów, w ryja. Nie ma ani
symulowania (jak w nożnej), ani trzymania bezpiecznego dystansu (jak w
siatce). Gracze Bogdana Wenty od 2007 roku trzykrotnie przepychali się do
półfinału prestiżowych imprez - dwa razy wskakiwali na podium mistrzostw
świata, czynili stały postęp na mistrzostwach Europy (zajmowali ostatnio
miejsca 10., 7., 4.). W przyszłym roku pojadą na mundial po medal. Jak
zwykle. Poprawię, co napisałem tydzień temu na Twitterze - odkąd
świadomie śledzę polski sport, żadna nasza drużyna nie imponowała mi
bardziej niż gang Wenty.
Dlaczego gang Wenty przegrał