Napastnik uziemiony
Najpierw pomyślałem, że to kolejna historyjka z cyklu „znów umarł mi
dziadek, uwierzcie, naprawdę miałem ich siedmiu, musiałem zostać na
pogrzebie” albo „drogę na lotnisko zablokował krokodyl, przecież nie
przejadę krokodyla, wolę już spóźnić się na samolot”. Kto zatrudnia
futbolistę spoza Europy, ze szczególnym uwzględnieniem Afryki i Ameryki
Płd., powinien wiedzieć, o co się rozchodzi.
Ale nie, Paolo Guerrero chyba został uziemiony w sensie ścisłym i bez
udziału dziadków ani peruwiańskiej fauny.
Napastnik HSV Hamburg (rozpoczął sezon Bundesligi fantastycznie, od
czterech goli w czterech meczach) poleciał do ojczyzny, tam leczył zerwane
jesienią więzadła. Miał wrócić w zeszłym tygodniu. W samolocie
niespodziewanie wpadł w panikę. Wsiadał, wysiadał, wreszcie przerażony
kategorycznie odmówił ze stalowym potworem współpracy.
Wracał Guerrero na lotnisko kilka razy. Najpierw z bratem, potem z mamą,
wreszcie z narzeczoną. I ze środkami uspokajającymi. Bez skutku, żadnej
maszynie nie zaufał. Relacje brzmią spektakularnie - opisują
rozhisteryzowanego faceta, który wlazł już na pokład, by wyskakiwać na
odjeżdżające od drzwi schody.
Dotąd Peruwiańczyk nie miewał kłopotów, ale w sierpniu samolot, którym
wraz z drużyną wracał z meczu Ligi Europejskiej z Guingamp, wpadł w
turbulencje, musiał też lądować awaryjnie w Paryżu. - Nigdy się tak nie
bałem - mówił potem piłkarz.
Ponoć jednak nie miał pojęcia, że dopadła go silna fobia. Bez
większych problemów doleciał zresztą z Niemiec do Peru. Lęk zdjął go
nagle, dopiero na lotnisku w Limie.
Klub wysłał psychologa, by rozpocząć terapię mającą przezwyciężyć
fobię. Zabiega też o wizę dla kuzyna piłkarza, który ma spróbować -
już jako czwarty bliski - przylecieć razem z Guerrero do Niemiec. Jeśli
się nie uda, działacze zastanawiają się, czy nie nakazać piłkarzowi, by
przypłynął do Hamburga statkiem, ale ta podróż trwałaby blisko cztery
tygodnie i zakłóciła rehabilitację. Na razie kilku ruszyło do Limy,
żeby wesprzeć gracza osobiście. Obiecują, że Guerrero podejmie jeszcze
jedną próbę wejścia na pokład.
Powiedzmy, że się uda, np. ze kłującym wsparciem strzykawki. Pytanie, co
dalej. W następnej rundzie Ligi Europejskiej Hamburg zmierzy się z
nieodległym PSV Eindhoven, ale w razie sukcesu grozi mu m.in. wyprawa do
Kazania. Bundesliga też nierzadko wymaga latania.
Skończy Guerrero jak bajecznie uzdolniony Dennis Bergkamp, który na
wyjazdy w Lidze Mistrzów albo tłukł się po lądzie, albo zostawał w
domu? Ja zaciskam kciuki, wstrzymuję oddech i czekam. W końcu nosi nasz
snajper zobowiązujące nazwisko „wojownik”.
Napastnik uziemiony