Ekologicznej modzie wbrew
Pisałem już kiedyś w tym blogu, że jestem fanem recyklingu. I nie ze
względów ekonomicznych czy ekologicznych, ale z tego prostego powodu, że
życie i natura wokół nas to nic innego jak wielki kocioł w którym
nieustannie zachodzi recykling. Moim zdaniem nie powinniśmy się z tego
cyklu wyłamywać, ale go wspomagać.
Ja jestem zwolennikiem recyklingu "totalnego". To znaczy, że nie
interesują mnie półśrodki. Sytuacja, w której jakieś śmieci tnie się
na mniejsze kawałki i wbudowuje w coś innego, to nie jest recykling, tylko
zagospodarowywanie śmieci. Recykling w moim rozumieniu, to rozłożenie
czegoś, co się zużyło, na najmniejsze cegiełki, po których nie znać
tego zużycia. Rozłożenie lub przerobienie. Te najmniejsze cegiełki to
zwykle po prostu jakieś cząstki prostych lub nieco bardziej złożonych
związków chemicznych, które mogą być surowcami do produkcji wyrobów o
takiej samej jakości, jaką miałyby, gdyby wyprodukowano je z surowców nie
pochodzących z odzysku. W tym momencie, dopiero, kończę wprowadzenie i
przechodzę do meritum.
Otóż do napisania tej notki skłoniła mnie nowa moda, którą zauważyłem
w swojej poczcie elektronicznej. Mianowicie od jakiegoś czasu niektóre
maile, które dostaję, mają na dole dopisane hasła apelujące o
niedrukowanie tej wiadomości, jeśli nie jest to niezbędne i zapewniające
mnie, że jeśli tak postąpię, to lasy będą mi wdzięczne. Moim zdaniem,
to g...uzik prawda. I spróbuję wyjaśnić dlaczego.
Uważa się u nas powszechnie, że im mniej papieru zużyjemy i im więcej
makulatury zbierzemy, tym lepiej dla naszych lasów. To przekonanie
utrwalają w nas ekolodzy, a mają do tego dobry grunt zapewniony jeszcze w
czasach PRL-u, kiedy papier toaletowy był towarem deficytowym. A ja uważam,
że im więcej papieru zużyjemy, tym... więcej lasów posadzimy. A
przynajmniej powinniśmy posadzić. Zamiast po trzy razy używać te same
kartki, zbierać makulaturę, żeby ocalić kilka drzew, nie używać papieru
nadaremno trzeba pójść w zupełnie innym kierunku - sadzić lasy. Tym
więcej, im większe będzie zapotrzebowanie na drewno czy papier. Przykład
daje od lat np. Finlandia.
Proponuję zauważyć taki mechanizm, że im większe zapotrzebowanie
przemysłu i społeczeństwa na produkty otrzymywane z drewna czy drzewa, tym
większe połacie naszego kraju pokryć powinny lasy, żeby temu
zapotrzebowaniu sprostać. A czy nie jest marzeniem każdego ekologa, żeby
lasów było jak najwięcej? Nie łudźmy się bowiem, że lasy będą
sadzone w coraz większej ilości z samej czystej sympatii do haseł
głoszonych przez ekologów. Większość lasów w Polsce to tak zwane lasy
gospodarcze, z których właściciele (w tym państwo) czerpią określone
pożytki. Las może i rośnie sam, ale to nie znaczy, że jego utrzymanie nic
nie kosztuje i na pewno większą motywacją do powiększania się areałów
zalesień są zyski mogące przynieść te lasy niż najszczytniejsze hasła
ekologów. Nie dajmy też sobie wmówić, że las gospodarczy nie może być
ostoją zwierzyny czy miejscem rekreacji. Rozsądnie prowadzona gospodarka
leśna potrafi pogodzić te pozornie sprzeczne interesy ze sobą.
No dobra, może ktoś zapytać, ale co to ma wspólnego z tym recyklingiem,
o którym była mowa na początku. Otóż ma to wspólnego wiele, bo w
przypadku wykorzystanego papieru totalnym recyklingiem jest według mnie...
spalanie. Papier spalając się daje ciepło (fakt, że niewiele, ale zawsze)
i rozkłada się na CO 2 , H 2O oraz pewne ilości związków mineralnych.
Wszystkie te produkty natura potrafi świetnie zagospodarować np.
wbudowując je w drzewa w tych lasach, które zasadzimy, jeśli przestaniemy
makulaturę przerabiać na papier i wzrośnie nasze zapotrzebowanie na
surowce drzewne. Przerabianie makulatury na papier zwykle w efekcie daje
papier gorszej jakości i bynajmniej nie jest działalnością stricte
ekologiczną (chyba, że ktoś sobie sam w domu produkuje papier amatorsko).
Tak więc jak jestem gorącym zwolennikiem zbierania wszelkich surowców
wtórnych i poddawania ich obróbce, tak w przypadku papieru jestem
nieprzejednanym zwolennikiem swojej wizji recyklingu totalnego.
Dlatego proszę mnie nie drażnić hasłami, że lasy będą mi wdzięczne,
jak nie wydrukuję tego czy tamtego. Zwłaszcza, że i tak wyjątkowo rzadko
drukuję wiadomości z poczty elektronicznej. Ale jeśli będę miał już
jakąś wydrukować, to na pewno nie będę się zastanawiał, czy
powinienem. Zastanawiam się raczej, gdzie mógłbym na własną rękę i w
zgodzie z przepisami poddawać recyklingowi totalnemu zbierającą się w
domu makulaturę? :)
Ekologicznej modzie wbrew