Od prognozowania pieniędzy nie przybywa
Od prognozowania pieniędzy nie przybywa, lecz zwykle ich ubywa ... No
chyba, że jest się sprzedawcą takich prognoz.To moje ulubione powiedzenie.
Jednak ostatnimi czasy zacząłem się zastanawiać, czy aby nie zmienić
zawodu. I zamiast pomagać przedsiębiorstwom w zarządzaniu ryzykiem,
zacząć sprzedawać prognozy. Podobno na sprzedaży prognoz można całkiem
nieźle zarobić. A może nawet pójść dalej, i otworzyć od razu gabinet
wróżbiarski ...
Natknąłem się niedawno na stronę jednego z naszych konkurentów, którzy
stwierdzili (cyt.): "Zarządzanie ryzykiem polega na prognozowaniu
kursów walut ...". Czyż to nie oczywiste? Dlaczego o tym wszystkim
wspominam? Od kilku dni na antenie TVN CNBC trwa zażarta dyskusja na temat
tego, czy prognoza wyników finansowych na rok 2010 przedstawiona przez
Zarząd KGHM zostanie wykonana, czy też nie wykonana? A co za tym idzie,
czy prognozy te są wiarygodne, czy też nie wiarygodne? I dalej, czy wobec
tego w świetle tych prognoz spółka jest przewartościowana czy tez
niedowartościowana?
Swój głos w tej dyskusji zabrali niektórzy zarządzający TFI oraz OFE. Z
dyskusji wynikło jedno stwierdzenie. Mianowicie, iż jeśli ceny miedzi na
świecie ponownie zaczną rosnąć, to ambitne prognozy Zarządu KGHM mają
szansę się zrealizować, co by znaczyło, że akcje tej spółki warto
kupować. Jeśli zaś ceny miedzi dalej będą spadać, to prognozy Zarządu
nie zostaną zrealizowane i oznaczać to będzie mniejszy zysk
przedsiębiorstwa, mniejszą dywidendę, czyli niższe ceny akcji. Z
przerażeniem słuchałem tych wszystkich wypowiedzi. Kto jak kto, ale
zarządzający inwestycjami powinni w bardziej profesjonalny sposób
patrzyć na zaistniały problem.
Owi zarządzający funduszami chyba nie doceniają ludzi pracujących w KGHM
i odpowiedzialnych za zarządzanie ryzykiem krasowym. A może wręcz
przeciwnie? Znają te osoby i wiedzą, że w KGHM nie zarządza się ryzykiem
kursowym, czyli że wynik finansowy osiągnięty w roku 2010 i zaplanowany
przez Zarząd jest jedną wielką niewiadomą zależną od szczęścia lub
nieszczęścia.
Gdyby KGHM prawidłowo zabezpieczał ryzyko kursowe za pomocą kupionych
opcji PUT na cenę miedzi oraz opcji PUT na kurs Złotego do Euro i do
Dolara, to plan finansowy przedstawiony przez Zarząd KGHM zostałby
wykonany w pełni z szansą na jego wykonanie z nadwyżką, lecz nigdy
poniżej tego planu.
Ciekawy jestem, jak to wszystko się potoczy dalej. Póki co zakładam, iż
zarządzający ryzykiem w KGHM podchodzą do sprawy w sposób profesjonalny
i ewentualne załamanie cen miedzi, czy też gwałtowne umocnienie Złotego
nie przełoży się na wynik finansowy, który miałby być gorszy od
przyjętego przez Zarząd planu finansowego na rok 2010. Zakładam też, iż
w podobny sposób postępują inne firmy, których biznes narażony jest na
ryzyko kursowe. Być może jednak jestem naiwny ...
Od prognozowania pieniędzy nie przybywa