Dylemat
Czasu mało. Spać chodzę czasem po 2:00, więc i notka będzie krótka,
choć miałem ochotę napisać dłuższą i nawet trochę pok...ć. Jednak
nie tym razem. Ale jak mnie taki jeden facet mocniej wkurzy, to jemu
wygarnę, a tutaj odreaguję jego i jeszcze kilka pokrewnych przypadków.
A tymczasem może moi czytelnicy zaangażują się trochę i pomogą mi
rozwikłać dylemat, jakiego języka się uczyć: fińskiego czy
węgierskiego? I dlaczego? Składniam się ku fińskiemu, bo Nokia, sauna i
te sprawy. Poza tym Finów jest mniej, więc i język bardziej ekskluzywny.
Ale i Węgrzy mają swoje zalety: Tokaj czy inne węgrzyny, Józef Bem, no i
w końcu to bratanki.
A dlaczego taki wybór? A dlatego, że chciałbym poznać język z grupy
ugrofińskiej. To może być ciekawe doświadczenie, bo oni mają na
przykład kilkanaście przypadków. Poza tym uczyłem się dotąd języków
fleksyjnych, a chciałbym opanować też jakiś język aglutynacyjny. To
określenie kojarzy się z glutami i jest w tym jakiś sens, bo w takich
językach dokleja się do wyrazu kolejne różne przed- i przyrostki i na
przykład efekt jest taki: talo - dom, ale taloissanikinko - czy też w
naszych domach? (przykład z Wikipedii; wierzę na słowo).
Tak więc jeśli Wam się chce, to napiszcie, czy lepiej fińskiego czy
węgierskiego się pouczyć? :)
Dylemat