Za tłuste! Za słodkie! Czyli Bona na Wawelu
<img src="http://idacdonikad2.blox.pl/resource/Wawel_Bona_1.jpg"
alt="Wawel" width="476" height="622" />
Bona w Krakowie: „Dopiero jednak zjeżdżając w dół z łagodnego
pagórka zobaczyła wreszcie i sam obwarowany gród, nad którym niczym
iglice przebijały lecące obłoki setki wież i wieżyczek kościelnych.
Potem przez potężny Barbakan orszak wsunął się w ulice miasta o
wąziutkich a wysokich kamienicach. Przybrane były wszystkie w tureckie
makaty, wzorzyste kobierce, w proporce ze smokiem Sforzów i herbami
Jagiellonów. Do ścian domów przystawiono drabiny, na których tłoczyła
się gawiedź, a z otwartych okien wiwatowali mieszczanie i urodziwe
mieszczki odziane strojnie, jak w największe święto. Krzyczeli ludzie, nie
ustawały bić działa oraz huczeć dzwony, i tak orszak dotarł wieczorem do
katedry na Wawelu, gdzie już przy świecach pochyliły się wszystkie głowy
przed grobem świętego Stanisława, patrona Polski. Po pięknej i długiej
mowie powitalnej księdza biskupa, podkanclerzego Tomickiego, król podał
rękę nowo przybyłej i wprowadził na wawelskie komnaty, a że było już
po północy, dworki Bony pospiesznie ułożyły ją do wspaniałego
łoża”.
<img src="http://idacdonikad2.blox.pl/resource/Wawel_Bona_2.jpg"
alt="Wawel" width="530" height="355" />
„Była ciekawa, czy mogłaby jeździć konno po tutejszych ogrodach i
galopować wzdłuż brzegów Wisły, ale kanclerz Alifio bał się, że nie
pochwaliłby tego ani król, ani lud tutejszy przywykły do oglądania swych
królowych tylko w majestacie lub w kolebkach ciągnionych przez cztery
rumaki. Skrzywiła usta. Przebywanie w zimnych komnatach, gdy za oknami
świeciło wiosenne słońce, zaczęło jej już ciążyć. Kazała Marinie
wybadać, jakie są podwawelskie ogrody i czy nie mogłaby siadywać w cieniu
drzew z wierszami Horacego lub Petrarki w ręku. Czy właśnie tam, wśród
młodej zieleni, nie powinna by ich bawić przydzielona do jej dworu karlica
Dosia?”.
<img src="http://idacdonikad2.blox.pl/resource/Wawel_Bona_3.jpg"
alt="Wawel" width="530" height="368" />
„Wie już, co zrobi natychmiast, od jutra: zacznie uczyć się tego
dziwnego języka. Jednakże, aby pozostać sobą, Boną Sforza, zamieni od
razu te biedne ogrody w przepyszny kwietny kobierzec, w zielony raj godny
zachwytów największych poetów Italii… Prawie biegła po cienistych
krużgankach, nie przestając ganić, narzekać, snuć planów na
najbliższą przyszłość.
- O Dio! – dziwiła się – to mają być ogrody polskiego króla?
Trochę drzew i dużo trawy. A sad? Warzywnik? Ależ tam nic nie rośnie.
Niente! Niente! Trzeba będzie sprowadzić italskich ogrodników. A także
kucharzy. Wszystko, co jedzą ci ludzie, jest nie do jedzenia: za tłuste i
za słodkie. Żadnych jarzyn, sałaty, owoców. Zawiesiste zupy i sosy,
gorzkie piwo. Okropność!”.
Fragmenty: Smok w herbie – królowa Bona – Halina Auderska, Wydawnictwa
Radia i Telewizji, Warszawa 1984
<img src="http://idacdonikad2.blox.pl/resource/Wawel_Bona_4.jpg"
alt="Wawel" width="376" height="537" />
Za tłuste! Za słodkie! Czyli Bona na Wawelu