Juventus, przypadek niepojęty
Szli Liverpool z Juventusem łeb w łeb. Oba kluby zdobyły w minionym
sezonie wicemistrzostwo swoich krajów, oba planowały szturm na sam szczyt,
oba całkowicie rozczarowały, oba wyleciały z hukiem z Ligi Mistrzów. A
skoro tak, to oczywiście oba stanęły przed dylematem: zwalniać czy nie
zwalniać trenera.
Rafa Benitez ocalał, a Liverpool odzyskuje równowagę. Od siedmiu kolejek
nie poległ, stracił zaledwie jednego gola, wrócił na pozycję dającą
awans do kwalifikacji Champions League.
Ciro Ferrara nie ocalał, a Juventus wciąż się nad fanami znęca. Dziś
po koszmarnej grze zremisował w Livorno, serię bez zwycięstwa wydłużył
do pięciu meczów. Alberto Zaccheroni piłkarzy nie ocucił, jego nominacja
pozostaje dla mnie najbardziej niepojętą trenerską nominacją sezonu
2009/2010 w wielkim futbolu . Nie dlatego, że nie udało mu się ani w
debiucie, ani dzisiaj, nie strzeliłoby mi do głowy ścinać przedstawiciela
tego fachu na podstawie dwóch meczów.
Nie pojmuję decyzji bossów Juventusu z przyczyn ogólniejszych - nie
widzę żadnych sensownych argumentów, które by ją uzasadniały. Wyjąwszy
kilkumiesięczny epizod w Torino, Zaccheroni przebumelował na bezrobociu
całą piłkarską epokę, a sukcesy - też incydentalne - odnosił tak dawno
temu, że nikt nie ma pewności, czy się nam nie przywidziały, pewność
mieliśmy w jednej tylko kwestii - że wróci do ustawienia z trójką
obrońców (wrócił). Przejął tymczasem grupę zrezygnowaną i
zdezorientowaną, którą czekają niesłychanie trudne wyzwania, z niemal
wszystkimi najmocniejszymi przeciwnikami - Interem, Milanem, Napoli,
Fiorentiną i Sampdorią - zmierzą się turyńczycy na wyjazdach.
Sprawa się rozjaśnia, gdy zlustrować personalne decyzje szefów Juve z
najbliższej przeszłości. Wszystkie były kontrowersyjne. Nie wiadomo,
dlaczego po awansie do Serie A nie zatrzymali turyńczycy Didiera Deschampsa;
Claudio Ranieriego zwolnili w środku sezonu i nie kłopotając się brakiem
renomowanego następcy; Ferrary też nie wymienili na wytrawnego zawodowca,
który samym wejściem do szatni tchnie w nią trochę życia.
A może nikt poważny nie za bardzo chciał rozmawiać? Może szanujący
się fachowcy wolą trzymać się z dala od klubu utaplanego w chaosie,
niespecjalnie rokującego na przyszłość?
Swego czasu konsekwentnie nazywałem Real Madryt najgorzej zarządzaną
futbolową korporacją świata. Dziś oddaję swój prywatny prymat w tej
konkurencji Juventusowi. Ich przebiegły plan zatrudnienia latem Rafy
Beniteza może nie wypalić, jeśli będą usiłowali skazać go na pracę
poza Ligą Mistrzów.
PS Ponownie zapraszam na jutrzejszy maraton blogowy o derbach Londynu i w
ogóle Premier League. Planuję ruszyć około południa.
Juventus, przypadek niepojęty