Ameryka nas nie kocha cd.
- Prezydent USA Barack Obama miał rację, olewając Unię Europejską i
rezygnując z udziału w wiosennym szczycie UE - USA - napisała w dzienniku
”Washington Post” znana amerykańska publicystka Anne Applebaum. Żona
ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego była bardzo ostra w
swojej krytyce Unii. Stwierdza, że UE najwyraźniej nie chce mieć wspólnej
polityki zagranicznej, i w związku z tym nie zasługuje na to, by być
wysłuchaną. - Jeżeli nie chcą oni mówić jednym głosem, po co prezydent
USA miałby udawać, że słucha? - pyta retorycznie Applebaum.Nie ona jedna
jest bezlitosna w swojej krytyce wobec Rosjan. Powody, dla których prezydent
Obama pokazał Unii wyprostowany, środkowy palec, tłumaczy także
redakcyjny kolega blogUE, korespondent ”GW” w Waszyngtonie Marcin
Bosacki. Pisze on: ” A Europa? Nawet gospodarcze wpływy Europy są
wątpliwe - gdzie jest wspólna polityka energetyczna, która pozwoliłaby UE
w stosunku do gazowej dyplomacji Rosji przyjąć postawę partnera zamiast
petenta? Na deficyt dyplomacji miał pomóc traktat lizboński, przeceniany
przez jego wyznawców i demonizowany przez wrogów. Zmienił niewiele. O
zbrojnym ramieniu UE nie ma nawet co mówić. Efekt jest taki, że
konferencję klimatyczną - w Kopenhadze, w Europie - rozegrali między sobą
Amerykanie, Chińczycy, Brazylijczycy i Hindusi. Obama o pomoc w Afganistanie
woli prosić nie UE, tylko różne kraje Europy z osobna. Jak pisze
Politico.com w swym blogu dyplomatycznym, Obama szczyt USA - UE w Pradze rok
temu uznał za stratę czasu ”.Stratę czasu? Otóż drodzy amerykańscy
przyjaciele... To Wasze przekonanie o wyższości, o tym, że zawsze wiecie
lepiej, a gdy nie wiecie, to patrz pkt 1. - doprowadzi Was do kłopotów. I
to szybko. Musicie pamiętać, że symbole może nie są najważniejsze, ale
jednak ważne. Im bardziej będziecie pokazywali Europie, że ją
lekceważycie, że wyśmiewacie kłopoty UE ze stworzeniem wspólnej
polityki zagranicznej, tym częściej będziecie czytali takie depesze:
French defense officials say France has agreed to sell Russia an advanced
amphibious warship and is considering a Russian request for three more.
Jacques de Lajugie, head of international development at the French arms
agency DGA, told a news conference Monday. (Depesza AFP z dziś). Jedyna
różnica będzie taka, że w miejsce Rosji wstawicie sobie np. ”Chiny”.
BlogUE nie jest jakoś specjalnie zachwycony faktem, że rosyjska marynarka
wojenna kupi nowoczesne okręty od Francuzów. Ale w momencie, gdy Amerykanie
zamknęli swój rynek zbrojeniowy dla firm europejskich (pamiętacie pewnie
skandaliczną historię zamówienia na tankowiec powietrzny), gdzie
europejskie firmy mają swoje produkty sprzedawać?
Możecie się też spodziewać także innych przejawów ”szorstkiej
przyjaźni”: Braku europejskiej pomocy w konflikcie irańskim, jemeńskim,
somalijskim, pakistańskim - you name it. Braku porozumienia ws.
SWIFT-a. Oraz kolejnych konfliktów handlowych, których UE nie będzie już
chciała kończyć polubownie. Za depeszą AP, podaję przykład z połowy
ubiegłego tygodnia (3 luty): The European Union is seeking 311 million
dollars (223 million euros) in sanctions on US imports in retaliation against
US anti-dumping measures, a document on the WTO website showed Wednesday. The
sanctions will "take into account the direct trade loss caused by the
WTO inconsistent measures," as well other damage to EU trade, said the
document on the World Trade Organisation website. Brussels is asking the
trade body to approve either punitive tariffs of 100 percent on 311 million
dollars worth of US exports to the EU, or a tax of 13.18 percent on annual
trade of 477 million dollars in selected goods.
Możecie się też spodziewać coraz większych kłopotów ze znalezieniem
towarzystwa w Waszej awanturze w Afganistanie. Gdyby nie zobowiązania
sojusznicze wynikające z NATO (które są rzeczą świętą), blogUE
pierwszy nawoływałby do wycofania polskich wojsk. Bawcie się tak dalej,
amerykańscy przyjaciele, a szybko zobaczycie, że samotność w piaskownicy
ma także swoje wady. Nawet jeśli łopatka jest największa.
Ameryka nas nie kocha cd.