Od malucha do toyoty
<img src="http://biz.blox.pl/resource/MALUCH.JPG"
alt="Maluch" />
Maluch był moim pierwszym samochodem - świadkiem wielu pierwszych rzeczy,
które zrobiłem w życiu. Na powyższym zdjęciu, tuż przed wskoczeniem za
kierownicę, patrzę na moją przyszłą żonę, która z balkonu robi mi
pamiątkową fotkę. To ostatni dzień wakacji i wolności przed założeniem
munduru (w moich czasach po ukończeniu studiów należało odbyć roczne
przeszkolenie wojskowe). Wielu moich kolegów unikało tego obowiązku
uciekając się do naciąganych opinii lekarzy, jednak ja w tej sprawie
byłem i jestem przesądny - wierzę, że zasłanianie się stanem zdrowia,
kiedy ono dopisuje, sprowadza chorobę. Że jest to wywoływanie wilka z
lasu. Jedni mogą uznać takie podejście za głupotę i naiwność, ale dla
mnie to jeden z filarów mojej filozofii życiowej.
Maluch dobrze mi służył przez 6 lat. Raz zrobiłem mu krzywdę, gdy
wyjechałem do tyłu z garażu z otwartymi drzwiami. Aż się słupek, do
których te drzwi były przymocowane, okręcił.
Na dachu tego samochodziku podróżowała nad Zalew Zegrzyński nasza deska
windsurfingowa - pierwszy wspólny zakup, jakiego dokonaliśmy wspólnie z
moją przyszłą małżonką.
Teraz jeżdżę toyotą, ale okazało się, że mój pierwszy i obecny
samochód mają coś wspólnego. Był okres, kiedy w maluchu zaczął
zacinać się pedał gazu. Po wciśnięciu nie odskakiwał, lecz pozostawał
w dowolnie wybranej pozycji. Należało wówczas go odciągnąć wkładając
stopę pod pedał. Niestraszne więc mi są ostatnie doniesienia o podobnych
problemach w całej generacji toyot. Stare umiejętności czekają na swoją
okazję, a ja - bez stresu - na wezwanie do serwisu.
Szerokiej drogi!
Od malucha do toyoty