Ostatni
Snajperem był Francisco Varallo bezlitośnie regularnym. Już w próbnym
sparingu, który jego drużyna Gimnasia La Plata wygrała 9:1, zdobył
wszystkie bramki. W sławniejszym Boca Juniors namłócił 194 gole,
ustanawiając klubowy rekord pobity dopiero wiele pokoleń później przez
Martina Palermo.
Był też snajperem pazernym. W finale mistrzostw świata wściekł się,
jak sam opowiadał, po golu na 2:1 dla jego Argentyny, bo piłka frunęła do
niego, ale przejął ją - ponoć go odpychając - król strzelców tamtego
turnieju Guillermo Stabile.
Był też snajperem ofiarnym. We wspomnianym finale zagrał z kontuzją, a
ta pogłębiła się przy oddawaniu strzału, który na niewiele się zdał,
bo piłka uderzyła w poprzeczkę. Argentyńczyk właściwie nie mógł już
wtedy nawet chodzić, więc odsunął się na skrzydło - przepisy nie
zezwalały jeszcze na zmiany. Gdyby Varallo przymierzył precyzyjniej,
byłoby 3:1. A tak Urugwajczycy najpierw wyrównali, ostatecznie zwyciężyli
4:2, to oni wzięli złoto. Po meczu Varallo płakał.
Kilka lat później Argentyńczyk doznał - znów grając dla kraju -
ciężkiego urazu kolana. Mimo to wystąpił w lidze, a kiedy jego stan się
znacząco pogorszył, nie przystał na operację. Spędzał cały tydzień w
łóżku, by oszczędzać nogę i wstawać na niedzielne mecze. Poddał
się jako 29-latek, skończył karierę.
Dopiero niedawno, gdy Palermo poprawiał jego osiągnięcia, groził, że
ją wznowi.
W piątek Francisco Varallo, ostatni żyjący uczestnik pierwszego w
historii mundialu - europejskie reprezentacje płynęły nań jeszcze
statkami, co trwało tygodniami - skończył 100 lat.
Ostatni